UŚMIECH LATA

Zmęczenie materiału.

Może zabrzmi to banalnie, ale w końcu udało mi się odpocząć od trosk, nawału pracy i wszystkiego, co na co dzień zaprząta niepotrzebnie umysł, a myśli wypełnia smogiem.

Kilka dni urlopu i człowiek nabiera nowych sił do życia. Każdy dzień to ładowanie pod sam korek akumulatorów, pod warunkiem oczywiście, że telefon służbowy zbyt często nie przeszkadza. I tak dokładnie w tym roku było. Aparat milczał przez kilka dni, a ja mogłem cieszyć się słońcem, plażą, ogrodem, zabiegami i miłym towarzystwem przyjaciół.

Mimo wszystko po części dane mi było obserwować jak przez kilka ostatnich lat zmieniło się oblicze kurortów, salonów i gabinetów odnowy biologicznej. Obsługa jakby bardziej uśmiechnięta, zabiegi jakby przyjemniejsze i ceny… jakby wyższe. Piękne kobiety chcą być jeszcze piękniejsze, mężczyźni bardziej eleganccy. Wydajemy więcej na siebie, bardziej dbamy o swój wizerunek i ta zmiana z pewnością cieszy.

Obserwując, co dzieje się na plaży, oczywiście gdy uda nam się w końcu wydostać z lasu parawanów (na marginesie trzeba powiedzieć, że ta „moda” nam chluby nie przynosi), widzimy ludzi na wskroś aktywnych. Pływają, serfują, jeżdżą na rowerach, biegają, grają w siatkówkę, czy badmintona w gronie znajomych. Czyli nie tylko dobry krem w kosmetyczce, drogi zabieg rano, ale też sport. Chciałoby się powiedzieć szkoda, że ma się tyle lat… O, co to, to nie! Na zmiany nigdy nie jest za późno! Można zacząć chociażby jutro… o nie! Trzeba zacząć właśnie dziś! I to jest właśnie dobra zmiana!

Wakacje to świetny moment na zmiany. Wprawdzie nie ma magicznego przełomu roku, czy też świąt, ale łatwiej jest zacząć podpatrując innych, by po powrocie do własnego przytulnego gniazdka na chwilę wyjść ze swojej strefy komfortu. Nie łudźmy się, początki są trudne i nieważne czy to siłownia, modny crossfit, bieganie, basen, czy jazda na rowerze. Pierwsze dni to inwestycja, ale już po kilku kolejnych systematycznych treningach zaczniemy odcinać kupony!

Niestety, wakacje mają to do siebie, że szybko się kończą, a wraz z nimi nieubłaganie wpadamy w jesienną aurę. I wszystko byłoby w porządku, gdy prosto z plaży lądujemy w przepięknej scenerii polskiej jesieni, z kolorowymi liśćmi i promieniami słońca w koronach drzew. Gorzej gdy trafi nam się jej najgorsze wydanie z deszczem i chłodem. Czasem mam wrażenie, że ta ponura aura z otoczenia dotyka nas, gdy zaczynamy moknąć i przesiąkamy do szpiku kości. Stajemy się szarzy, nijacy, niewrażliwi. Tak nie jest, w każdym z nas tkwi przecież ten błysk lata, trzeba go tylko pielęgnować, odkrywać i rozpalać na nowo. Mimo deszczu wiem, że gdy będzie trzeba wezmę czarny parasol i pójdę wśród bliskich pokazać, że jesteśmy razem.


Redaktor naczelny

Zapisz się na Newsletter!

Aby dołączyć - wpisz imię i nazwisko oraz e-mail.

Newsletter

Aby się wypisać kliknij tutaj ».